Raków do bólu skuteczny. Zwycięstwo w Gliwicach po trudnym spotkaniu
Raków wygrywa z Piastem 3:1 w przedostatniej, 33. kolejce PKO BP Ekstraklasy.
Wysłane przez Jakub Zacharjasz | maj 17, 2026 | Piłka nożna | 6 min czytania

Spis treści:
Mecz do rosołu? Nic bardziej mylnego
Trochę już się przyjęło, że z reguły niedzielne mecze rozgrywane o 12:15 są raczej spotkaniami, które nie generują wielu emocji. Kolokwialne „mecze do rosołu” zazwyczaj nie obfitują w wiele ciekawych zwrotów akcji. Niemniej jednak już przed rozpoczęciem starcia pomiędzy Piastem a Rakowem ten ładunek emocjonalny był dość spory. Z jednej strony Piast, który nie jest jeszcze pewny utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej, a z drugiej Raków, który walczy nawet o możliwość gry w eliminacjach Ligi Mistrzów, a przy totalnie katastrofalnym scenariuszu mógł nawet pożegnać się z grą w Europie w kolejnym sezonie. Już jednak wiemy, że to się nie wydarzy.
Jeśli ktoś z widzów wyszedł z założenia, że to spotkanie może się długo rozkręcać i poszedł zrobić sobie kawę chwilę po rozpoczęciu zawodów przez sędziego Daniela Stefańskiego, to na pewno mocno się zdziwił. Już w 1. minucie sympatycy Rakowa mogli się cieszyć z gola zdobytego przez swoich piłkarzy. Po błędzie Filipa Borkowskiego, który źle zgrywał piłkę do swojego bramkarza, Jean Carlos przejął futbolówkę i stając oko w oko z byłym bramkarzem Medalików – Dominikiem Holcem, umieścił piłkę w siatce.
Po szybko strzelonym golu mecz toczył się tak, jak większość mogła przypuszczać – spokojna gra i badanie gruntu ze strony obu ekip, jednak to Raków był już w tej bardziej komfortowej sytuacji. Piast raz po raz próbował akcji zaczepnych, ale bez skutku i wyraźnych konkretów. Pierwsza groźna akcja gospodarzy miała miejsce w 17. minucie, kiedy to po rzucie wolnym Drapiński zgrał piłkę głową do Juande Rivasa, a ten czubkiem buta trącił futbolówkę, ale Trelowski zachował się w tej sytuacji fantastycznie i to on wyszedł zwycięsko z tego pojedynku.
Raków nie zamierzał czekać, aż Gliwiczanie ponownie zagrożą ich bramce. W 20. minucie po faulu na Oskarze Repce do piłki z rzutu wolnego podszedł Marko Bulat i bardzo dobrym, mocnym strzałem pokonał Dominika Holca, a na stadionie w Gliwicach znów zapadła cisza. Strzał kapitalny, ale można powiedzieć, że bramkarz gospodarzy mógł zachować się lepiej, gdyż uderzenie powędrowało dokładnie w ten róg, który pilnował golkiper.
W to niedzielne popołudnie podopieczni Dawida Kroczka byli na fali i to było czuć od pierwszych sekund. Piłkarze Piasta Gliwice totalnie nie radzili sobie z fazami przejściowymi, co idealnie wykorzystał Raków w swojej kolejnej ofensywnej akcji. Przejęcie piłki na własnej połowie, świetne dogranie Jeana Carlosa do wychodzącego Tomasza Pienki, a ofensywny zawodnik grający w młodzieżowej reprezentacji Polski w skutecznym dryblingu poradził sobie z obrońcą gospodarzy i strzałem przy krótkim słupku podwyższył na 3:0.
Gliwiczanie próbowali pokonać Kacpra Trelowskiego, a najgroźniejsze w tym spotkaniu dla golkipera i obrony Rakowa były stałe fragmenty gry. Tak jak wcześniej Rivas po stałym fragmencie próbował wygrać pojedynek z Trelowskim, tak również w trzecim kwadransie pierwszej połowy równie dobrą sytuację miał Barkovsky, ale i tym razem górą był bramkarz gości. Niebiesko-czerwoni mieli jeszcze jedną okazję do zdobycia gola za sprawą Lokilo, ale po strzale zawodnika z Demokratycznej Republiki Konga w idealnym miejscu stał Jean Carlos, który wybił piłkę głową tuż sprzed linii pola karnego.
Piast jak Raków
W ostatnim ligowym spotkaniu Raków mierzył się z Jagiellonią. Oglądając spotkanie w Gliwicach, można było odnieść wrażenie, jakby druga połowa była kalką sprzed tygodnia, z tym że czerwono-niebiescy tydzień temu byli drużyną wywierającą presję i atakującą w konkretniejszy sposób, a w niedzielne popołudnie to Raków się bronił, a Piast atakował po zmianie stron. Już w pierwszej akcji Gliwiczanie mieli swoją szansę, ale ofiarnie interweniowali defensorzy Medalików i tym samym udało się nie stracić bramki już na samym początku drugiej części gry.
Gospodarze raz po raz potrafili przemieścić się z piłką w okolice pola karnego Kacpra Trelowskiego, tym samym spychając gości do niskiej obrony. Piast próbował, Piast podszczypywał, ale tak jak Raków tydzień temu – walił głową w mur, którego nie dało się skruszyć w żaden sposób. A to strzał obok, a to brak decyzji w dobrej sytuacji, czy w końcu po świetnej okazji bronił Trelowski. Już same statystyki tego pojedynku mogą świadczyć o bezradności niebiesko-czerwonych: ponad 30 strzałów, xG na poziomie powyżej 3 i tylko jeden gol.
To była obrona Częstochowy, ale w Gliwicach. Raków bardzo skuteczną pierwszą połową zapewnił sobie zwycięstwo i 3 punkty, ale ta pasywność w drugiej części meczu jest niejako alarmem i lampką ostrzegawczą przed ostatnią potyczką w tym sezonie.
Kacper „Bombowiec” Trelowski
Zdecydowanie MVP tego meczu. Co trzeba było obronić, zostało wyłapane przez bramkarza Medalików. Przy strzale Patryka Dziczka był absolutnie bez szans. Kilka razy Kacper zachował się kapitalnie, broniąc piekielnie trudne strzały, tym samym nie pozwalając wrócić zawodnikom Piasta do tego spotkania. Szkoda, że nie udało się zachować czystego konta, ale biorąc pod uwagę jakość uderzenia Dziczka, można pokusić się o stwierdzenie, że żaden bramkarz w Ekstraklasie nie dałby rady zatrzymać tak dobrze kopniętej futbolówki.
Już w sobotę Raków rozegra ostatnie spotkanie w sezonie 2025/2026 na własnym stadionie z Arką Gdynia.
Zapraszamy również do obejrzenia naszego studia po meczu Piast – Raków. Link znajdziecie poniżej.






