startBlogCo czeka polską piłkę? Blamaż kadry U-21

Co czeka polską piłkę? Blamaż kadry U-21

Wysłane przez Igor Grzesiak | cze 18, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Reprezentacja Polski U-21, prowadzona przez Adama Majewskiego, nie podchodziła do Euro w Słowacji w roli faworyta. W grupie trafiliśmy na teoretycznie zbliżoną poziomem Gruzję oraz na Francję i Portugalię — federacje piłkarskie, które, lekko mówiąc, szkolą nieco lepiej od nas. Nikt zatem nie oczekiwał od Polaków medalu; można wręcz powiedzieć, że w takiej grupie choćby jeden punkt zdobyty w starciu z kimkolwiek poza Gruzją byłby rozpatrywany w kategoriach sukcesu. Cóż… młodzieżowa kadra zawiodła i tak już niskie oczekiwania i wraca ze słowackiej ziemi bez choćby punktu — z zaledwie dwiema strzelonymi bramkami, aż jedenastoma straconymi i z dużą dozą prawdopodobieństwa, plasując się na ostatnim miejscu w tabeli wszystkich grup, spośród wszystkich szesnastu uczestników EURO.

EURO U-21 dla Polski = porażka

W obliczu najgorszej w XXI wieku atmosfery wokół PZPN-u i reprezentacji Polski liczyliśmy, że nasi młodzieżowi reprezentanci pokażą choć trochę finezji i polotu w tym smutnym dla piłki reprezentacyjnej czasie. To w końcu dobra okazja, by zaprezentować się europejskim skautom, a kto wie – być może także nowemu selekcjonerowi pierwszej drużyny.

Dość szybko zostaliśmy jednak pozbawieni nadziei, że taki scenariusz rzeczywiście może się ziścić, ponieważ turniej zakończył się dla nas tak naprawdę już po pierwszym meczu z Gruzją. Pod koniec spotkania trener Majewski zdecydował się na dość kontrowersyjną decyzję, wprowadzając w miejsce wyróżniającego się na boisku Fornalczyka Michała Rakoczego – zawodnika reprezentującego barwy spadkowicza z drugiej ligi tureckiej. Efekt? Były piłkarz Cracovii w osiem minut zmarnował stuprocentową okazję i podarował rywalom bramkę.

Spotkania z Portugalią i Francją były już tylko formalnością. Dwa bicia i do domu – i to wcale nie takie bicia, gdzie dostajesz klapsa od rodzica za złą ocenę. Polska U-21 została po prostu bezlitośnie skatowana przez rywali, jak w szkolnym turnieju piątoklasiści przez licealistów, którzy każdym ruchem na boisku pokazują: „Młody, nie kozacz”.

Z całą pewnością możemy już powiedzieć, że zawodnicy występujący z orzełkiem na piersi w tym turnieju to na pewno Polacy. Trzeba im przyznać jedno – bardzo skrupulatnie i z dumą zrealizowali naszą narodową tradycję: mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. No… chociaż w tych meczach o honor zazwyczaj jakoś sobie radzimy. Tym razem jednak Francuzi spuścili nam okropne lanie.

Wypowiedzi poszczególnych zawodników po meczach sugerują, że oni sami do końca nie wiedzą, co tak naprawdę wydarzyło się na stadionach w Żylinie i Trenczynie. Jeśli ktokolwiek był najjaśniejszym punktem polskiej drużyny – choć trudno mówić, że obrońca zespołu, który traci jedenaście bramek w trzech meczach, może błyszczeć – to był nim Ariel Mosór. W defensywie prezentował się zdecydowanie lepiej niż koledzy z formacji, o co nie było aż tak ciężko, w meczu z Gruzją był o krok od zdobycia bramki i to właśnie on, w przegranym spotkaniu „o honor, strzelił jedynego gola dla naszej reprezentacji. Całkiem zabawny wydaje się fakt, że Mosór już niedługo wróci na stadion w Żylinie z Rakowem, w ramach eliminacyjnego meczu z miejscową drużyną. 22-latek po spotkaniu z Francją przyznał: „Jechaliśmy tu z dużą wiarą, ale nie wyszło.” I o ile akurat po Arielu tę wiarę rzeczywiście było widać, to w przypadku niektórych innych zawodników można by było poddawać tę tezę pod dyskusję.

Co czeka polską piłkę? Cóż… złota kadra Nawałki — z wyjątkiem Roberta Lewandowskiego — zakończyła już kariery reprezentacyjne. Era Zielińskiego, Milika, Bednarka również powoli zmierza ku końcowi. Czy Nicola Zalewski będzie w stanie pociągnąć na swoich barkach kolejne pokolenie polskich piłkarzy? Ciężko powiedzieć, ale na razie niewiele wskazuje na to, by obecna generacja mogła choćby zbliżyć się do czasów Lewandowskiego czy Glika. Bramkę mamy dobrze obsadzoną — o to możemy być spokojni. Ale co z resztą? Obrona? Leży. I to widać, nawet patrząc na pierwszą reprezentację. Napastnicy? W Ekstraklasie nie ma ani jednego młodego, wyróżniającego się Polaka na pozycji „dziewiątki”. A ci, którzy już wyjechali za granicę, nie błyszczą. Włodarczyk? Białek? Benedyczak? Póki co poprzepadali. Z coraz większym niepokojem można patrzeć na przyszłość polskiej piłki reprezentacyjnej. I niestety — na razie trudno doszukiwać się światełka w kadrze U-21 i wydaje nam się, że prędko to się nie zmieni. (zdjęcie artykułu absolutnie przypadkowe…)

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo