startBlogPod odstrzałem. Raków II bez awansu. „Głęboko wierzę…”

Pod odstrzałem. Raków II bez awansu. „Głęboko wierzę…”

Porażka rakowskiej młodzieży szeroko komentowana.

Wysłane przez Kamil Bednarski | cze 15, 2025 | Piłka nożna | 4 min czytania

Pod odstrzałem. Raków II bez awansu. "Głęboko wierzę..."

Wśród działaczy, trenerów i rówieśników z innych klubów utarł się stereotyp, że wychowanek Rakowa, zawodnik Akademii ma o sobie zawyżone mniemanie i daleko nie zajdzie. O ile takie generalizowanie może być trochę niesprawiedliwe, to najwyższy czas zadać sobie pytanie: dlaczego przez tyle lat, mimo „perełek”, talentów i nadziei na horyzoncie, efekty… gdzieś w niewielkim stopniu się pojawiają, ale na pewno nie spełniają oczekiwań – a przynajmniej na najistotniejszych polach?

Wczoraj u czerwono-niebieskich kibiców nastąpiła eskalacja niezadowolenia ze szkolenia adeptów, a w oczach środowiska piłkarskiego Częstochowa umocniła swój status ośrodka odległego od tych z najwyższej półki. Rezerwy Medalików nie zdołały szybko wrócić na czwarty poziom rozgrywkowy i pozostały na szczeblu, gdzie część zespołów kopie pół-zawodowo. Barycz Sułów okazał się rywalem nie do przejścia. I kto przyjrzy się bliżej klubowi z Dolnego Śląska i jego kadrze, nie będzie zdziwiony. Ale postawa chłopaków, którzy aspirują do występów w ekipie wicemistrza Polski – po prostu nie wypada.

Rozczarowująca końcówka sezonu i twarde lądowanie – wpadki w rundzie wiosennej i barażowy łomot od sułowskiej ekipy, w którą inwestuje firma Tarczyński zabolała młodzież, bo pokazała niestety – nadal ich słabość. Musi boleć, ponieważ poświęcasz się wytężonej pracy, ściganiu swoich marzeń, w sile potu trenujesz na jednym z boisk przy Limanowskiego 83 (swoją drogą miejscu bardzo ograniczonym infrastrukturalnie), by dłuższy lub krótszy czas rywalizować z różnym skutkiem z przeciwnikami drugiego świata, gdy za ścianą gwiazdy krajowego futbolu przygotowują się na spotkania europejskich pucharów lub ligowe hity.

Jednak przetrwają to nie tyle wielkie potencjały, a wielkie potencjały z wielką mentalnością. Klęska z drużyną z półtoratysięcznej wsi obnażyła braki „rezerwistów” w całym piłkarskim i sportowym abecadle. Bezradność i niemoc stłumiły piłkarzy „dwójki”. Tę przykrą weryfikację zapamiętają prawdopodobnie do końca swoich karier. Weryfikację, lecz także lekcję, która końcowo może przerodzić się w impuls. Ale teraz jednoznacznej recepty na zmianę stanu rzeczy próżno szukać. Najbliższe tygodnie w akademii to pora skrupulatnej analizy pojedynczych aspektów i starań ewolucji, zamiast kolejnej rewolucji.

Osoby decyzyjne po fakcie zachowują spokój i konsekwentnie podążają wytoczoną ścieżką. „Bardziej patrzymy indywidualnie na to, kogo uda się wypromować wyżej. W tym roku każdy zrobił progres – spuentował krótko dyrektor akademii Mateusz Maciejewski. I chociaż głównodowodzący wciąż zdają sobie sprawę z nadrzędnego celu, to wiemy, że sam wynik drużynowy zawsze będzie wypadkową, a zmagania w bardziej wymagającym środowisku wszystkich roczników będą jedynie sprzyjały podwyższaniu standardom szkolenia i szybciej dostosowywały zawodników do wymagań zespołu ekstraklasowego, a potem wyżej.

Kiedy nie pracowałem jeszcze w klubie, to słyszałem z różnych środowisk, że zespół rezerw Rakowa jest skazywany na porażkę, że to będzie zespół, który będzie walczył w środku tabeli. Natomiast była to drużyna, która przez dłuższą część sezonu przewodziła tej tabeli. […] Zespół rezerw każdego klubu to nie jest zespół, który będzie zdobywał trofea. To jest zespół, który powinien rozwijać zawodników. Jeśli moi zawodnicy czują się rozwinięci po pół roku pracy ze mną, to to jest dla mnie najważniejsze trofeum” – przekazał z kolei trener Dariusz Klacza. – Głęboko wierzę w to, że w Rakowie mamy zawodników, którzy powinni świadczyć o sile zespołu rezerw. I myślę, że nie jest tutaj potrzebne ściąganie piłkarzy z zewnątrz. Jeśli będzie nam dane rozwijać zawodników na poziomie czwartej ligi, to tak to się stanie. Jeżeli będziemy w przyszłym sezonie mocno się rozwijać, to wierzę że zakończymy tę ligę na wyższym miejscu niż w tym – zakończył szkoleniowiec.

Nasi partnerzy

Logo
Logo
Logo